Samowspółczucie – lek na porażkę

with Brak komentarzy

Paraliżujący lęk przed porażką

Nie cierpię sytuacji, gdy wychodzę w pracy na „mniej kompetentną”, „mniej pomysłową” czy „mniej bystrą” niż jestem. Tak naprawdę chciałabym zawsze wypadać doskonale i od razu cieszyć się najlepszą opinią.

Masz podobnie, jak ja? W takim razie do swojego codziennego bagażu zmartwień dorzucasz jeszcze lęk przed porażką, który paraliżuje racjonalne myślenie i osłabia kreatywność.

A wtedy możesz zacząć się dodatkowo martwić tym, że nie myślisz wystarczająco racjonalnie i nie jesteś wystarczająco kreatywna/y… I masz do czynienia z samonapędzającym się mechanizmem stresu i zwątpienia w siebie.

Nastawienie na rozwój i na trwałość

Gdy zabieramy się za jakieś nowe zadanie i mamy niskie kompetencje (bo przecież dopiero się uczymy!), oczekiwanie perfekcji podcina skrzydła. Na tym etapie warto popracować nad nastawieniem i powtarzać sobie, że nie od razu Kraków zbudowano:) Gdy uczysz się czegoś nowego, masz prawo popełniać porażki, mylić się, wracać do punktu wyjścia. Ważne jest wyciąganie wniosków i uczenie się na błędach, bo, używając słów Einsteina, szaleństwem jest robienie w kółko tego samego i spodziewanie się innych rezultatów.

Więcej o różnicy w nastawieniach piszę tutaj.

Co, gdy porażka już się wydarzy?

Gdy „klęska” jest już faktem?

Gdy „kompromitacja” nie istnieje już tylko w Twojej głowie, tylko została „potwierdzona” przez autorytet z zewnątrz?

To może być kiepski feedback od przełożonego, krytyka ze strony klienta, czy też jego decyzja, że nie będzie kontynuował współpracy z Tobą. Każda z takich sytuacji może boleśnie sprowadzić do parteru i wywołać potężny ból emocjonalny, z którym ciężko sobie poradzić.

Założę się, że nie pomagają Ci wtedy słowa pocieszenia typu: „nie martw się, każdemu się to mogło zdarzyć, to Twój szef jest beznadziejny, a nie ty, porażka to nie koniec świata”.

Zastosowanie racjonalnego podejścia (np. nastawienie na rozwój) też jest trudne w momencie, gdy ogarniają nas silne emocje, jak wstyd, frustracja, niepokój. Ciężko jest myśleć racjonalnie, gdy cała energia organizmu idzie w reakcję stresową.

Jak ukoić emocjonalny ból?

Z pomocą przychodzi dr Kristin Neff, która w swej książce „Jak być dobrym dla siebie” przekazuje prostą receptę, jak sobie radzić z trudnymi sytuacjami.

To, że recepta jest prosta, nie znaczy wcale, że jest łatwa do zastosowania. Jeśli jesteś przyzwyczajony/a do „samobiczowania się”, do chłostania się w myślach za każdy błąd, który popełniasz, wskazówki dr Neff mogą Ci się wydać całkowicie nienaturalne. Ale jeśli jesteś przyzwyczajona/y być dla siebie okrutnym i srogim szefem, bardzo dużo skorzystasz na zmianie podejścia!

Samokrytyka tylko pogarsza sytuację, a dr Neff proponuje Ci samowspółczucie, czyli podobne podejście, jakie stosujesz wobec osób, które kochasz, a które przeżywają trudne chwile. Domyślam się, że wobec nich uruchamiasz swoje zasoby zrozumienia, serdeczności, życzliwości i współczucia. Dlaczego tego dobra nie skierować też w swoją stronę? Chociaż na próbę?

Samowspółczucie versus pobłażanie sobie

Dr Neff nie proponuje pobłażania sobie, nie namawia do tego, byśmy stali się rozpieszczonymi i roszczeniowymi egocentrykami. Zamiast tego zachęca, byśmy zobaczyli się takimi, jakimi jesteśmy naprawdę – ale bez histeryzowania i dramatyzowania. Bo nieprawdą jest, że jesteśmy „beznadziejni”, że „do niczego się nie nadajemy” – nawet, jeśli zaliczyliśmy koncertową porażkę.

Trzy filary samowspółczucia

Samowspółczucie składa się z trzech elementów. Ale możesz sprawdzić, który jest dla Ciebie najłatwiejszy na początek i zacząć praktykę od niego. Ja na przykład zmieniłam kolejność części składowych, w oryginale okazanie sobie życzliwości jest pierwsze.

  • Podejście do swoich myśli i emocji z uważną świadomością: np. OK, zostałam skrytykowana w pracy – i jak się z tym czuję? Co sobie myślę? Akceptuję mój smutek, żal, złość takimi, jakie są. Nie umniejszam moich odczuć, ale też nie wyolbrzymiam.
  • Zrozumienie, że ból jest częścią ludzkiego doświadczenia: np. czuję się podle po trudnej sytuacji z klientem – ale wiem, że inne osoby w mojej sytuacji też by się tak czuły. To normalne, że my, ludzie, czujemy się fatalnie, gdy ktoś się na nas „wyżyje”. Ale też normalne jest bycie niedoskonałym i popełnianie błędów.
  • Okazanie sobie życzliwości: chcę być dla siebie dobra i życzliwa w tej trudnej dla mnie sytuacji.

A może jednak samokrytyka?

Wiesz, dlaczego przekonuje mnie to podejście? Widzę w moim życiu, że samobiczowanie się po prostu nie działa. Nie sprawia, że staję się bardziej zmotywowana czy bardziej pracowita. Wręcz przeciwnie, mam ochotę zapaść się w moją czarną rozpacz i nie zrobić literalnie NIC, by poprawić swoją sytuację.

Praktyka samowspółczucia zaś sprawia, że te wszystkie porażki, klęski i katastrofy zyskują jakiś taki normalny, niekarykaturalny wymiar.  Niektóre sytuacje życiowe są do niczego; samowspółczucie nie pudruje rzeczywistości, tylko stwierdza ten fakt. Dzięki temu podejściu okazujemy sobie życzliwość, gdy upadamy – i dzięki temu zyskujemy siłę, by się podnieść.

Zdjęcie autorstwa Liza Summer z Pexels