Rzuć pracę i jedź w Bieszczady!

with Brak komentarzy

W marcu tego roku, chwilę przed ogłoszeniem lockdownu, prowadziłam warsztat, który kierowałam do osób szukających satysfakcji, sensu i spełnienia w pracy zawodowej.
Zatytułowałam go (teraz już wiem, że niemądrze) „Kocham swoją pracę! Spełnieni w pracy”. I wiesz co? Zostałam szybciutko poproszona o zmianę nazwy, ponieważ osoby potencjalnie zainteresowane zareagowały w sposób, który mnie początkowo zaskoczył:

Ooo, to nie dla mnie ten warsztat! Ja nie znoszę mojej pracy!

Przyjęłam feedback, zmieniłam nazwę warsztatu na dużo bardziej chwytliwą.
Kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że ludzie na ogół są nieszczęśliwi w pracy.
Fakt, że obserwacje, które czynię jako coach i trener, dotyczą uprzywilejowanego wycinku społeczeństwa – tego, który ma (w miarę) stabilną, (wystarczająco) dobrze płatną pracę, w wielkim mieście. To szczęściarze, którym np. gorzej wykształcone osoby mieszkające w zagrożonym bezrobociem regionie kraju mogą tylko pozazdrościć.

Czy więc osoby, które spotykam, są roszczeniowe i niewdzięczne?

Myślę, że nie. Te osoby autentycznie chcą wykonywać „dobrą robotę”, PRAGNĄ być zaangażowane i zmotywowane, ale stale zderzają się z licznymi przeszkodami. Czasem jest to totalnie chaotycznie określony zakres zadań, czasem szef, który nie raczy udzielić informacji zwrotnej, jak pracownikowi idzie. Czasem jakaś porażka pracownika jest tak wyolbrzymiana, że osoba ta traci cały napęd i spokój ducha.
A gdy sama praca jest bez sensu, człowiek staje się głęboko nieszczęśliwy, traci swoje poczucie wpływu i sprawstwo. Nie jest roszczeniowy i niewdzięczny, po prostu odebrano mu jego prawo do sensownej pracy! W tezie tej wspiera mnie David Graeber w książce „Praca bez sensu” (której oryginalny tytuł „Bullshit jobs” jeszcze dobitniej opisuje zjawisko).

I czasem chce się rzucić wszystko i paść kozy w Bieszczadach.

koza w górachTeż jesteś sfrustrowana/y i czasem masz chęć uciec gdzieś daleko?
Zanim rzucisz wszystko i kupisz stadko, zachęcam Cię do postawienia sobie fundamentalnego pytania: Czego chcę? Kim chcę być za 5 lat?
Jeśli pasterzem i serowarem – gratulacje, go for it.
A jeśli czujesz, że ucieczka nie jest najlepszym dla Ciebie rozwiązaniem, możesz zadać sobie pytania – na co mam wpływ? Co mogę zrobić, aby zbliżyć się do tej wizji, o której marzę? Co zrobię w tym celu już dzisiaj?

W kolejnym wpisie pochylam się nad mikro-nawykami i jak je „zaimplementować” do naszego codziennego życia. Bo czasem pierwszy malutki kroczek pomaga wejść na drogę, która prowadzi do większego zadowolenia i spokoju.

Zdjęcie autorstwa Anna Urlapova z Pexels