Naturalne odstresowanie się

with Brak komentarzy

Pamiętam, jak w 2008 r. zaczynałam pracę w banku. Jaki to był szok dla mojego organizmu, gdy zobaczyłam pokój, w którym przyszło mi wykonywać pierwszy półroczny projekt! Pokój był długi i wąski, w tej „kiszce” siedzieliśmy do siebie plecami przy smutnych szarych biurkach. Nie przypominam sobie w tym pokoju nic ładnego, meble były brzydkie, nie było roślin, słowem – pierwsze wrażenie było fatalne, a potem już było tylko gorzej.

Czy to ja jestem taka „wydelikacona”, że gdy w biurze brakuje światła, powietrza, przestrzeni czy jakiejkolwiek estetyki, to od razu czuję się jak w klatce? Podnosi mi się poziom stresu, ponure myśli jakoś łatwiej przychodzą do głowy, pracuję mniej efektywnie. I jestem mniej szczęśliwa.

Ale wygląda na to, że nie jest to tylko mój problem. Generalnie ludzie lepiej funkcjonują, gdy mają dostęp do słońca, powietrza, zieleni, dźwięków i zapachów przyrody. Cóż, 350 tysięcy lat, które nasz gatunek spędził w naturze, zrobiły swoje!

Nie zawsze mamy wpływ na miejsce, w jakim wykonujemy pracę. Nie każdy z nas pracuje w Google czy jakimś fantastycznym start-upie, gdzie pracownicy mają dostęp do przestrzeni relaksu wypełnionych miękkimi kanapami, konsolami do gry i ekspresami z najlepszą kawą. Raczej szefostwo tnie koszty i upycha nas w małych kubikach lub w równie nieatrakcyjnych pokojach, jak ten, w którym na (dołujące) pół roku wylądowałam ja.

Więc jakie mogą być sposoby, by odstresować się od zgeometryzowanych chłodnych linii open-space’ów i paździerzowych powierzchni naszych biurek?

Dostosuj swoją przestrzeń – w miarę możliwości:)

Ja na swoim brzydkim i szarym biurku postawiłam roślinę doniczkową. To było wszystko, bardziej się nie starałam, bo nie wiązałam z tamtym miejscem mojej przyszłości.

To, co mi najbardziej pomagało, to robienie sobie przerw w pracy (kawa, batonik) na zewnątrz, przed budynkiem. Opuszczałam moje smutne biuro na parę minut, łapałam trochę słońca i nabierałam energii.

Słońce plus świeże powietrze plus trochę ruchu (schody zamiast windy) – i już możemy choć trochę poprawić sobie nastrój.

Spacer w lesie

las we mgleCoraz więcej mówi się o zbawiennej roli zwykłych spacerów po lesie. Powietrze w lesie przesycone jest rozmaitymi aromatami – pachną olejki eteryczne, ale i ziemia wydziela swoje zapachy. Gdy spacerujemy, wdychamy bakterie występujące w glebie, a ten zapach może zwiększać poziom serotoniny w mózgu.

Zmiany w pulsie i ciśnieniu krwi można wykryć po kilku minutach przebywania w naturalnej przestrzeni. Na obniżenie poziomu kortyzolu (hormon stresu) trzeba będzie poczekać jakieś 20-30 minut.

W badaniach eksperymentalnych wykazuje się poprawę stanu psychicznego u osób, które spacerują po parku (versus badani spacerujący po mieście). Te osoby mają mniej lękowych i negatywnych myśli. Na poziomie fizjologicznym zmniejsza się przepływ krwi do obszarów w mózgu, które zaangażowane są w rozpamiętywanie negatywnych myśli. Więcej na ten temat możesz przeczytać u Sue Stuart-Smith w książce „Kwitnący umysł”.

Z tej perspektywy decyzja o zamknięciu lasów i parków podczas pandemii, gdy wszyscy bardzo potrzebowaliśmy ulgi psychicznej, wydaje się co najmniej kontrowersyjna…

A teraz? Lasy są otwarte – nic, tylko korzystać z tego bezpłatnego dobrodziejstwa!

Sport na świeżym powietrzu

O tym, jak dobrze działają na nas ćwiczenia fizyczne, powiedziano już bardzo dużo:) Dr Kelly McGonigal w swej najnowszej książce „The Joy of Movement” analizuje ten temat dość dogłębnie. Ale też dodaje, że nie ma to jak ćwiczenia „w zieleni”. Aktywność fizyczna poza siłownią czy salą gimnastyczną, w naturze, jest jeszcze bardziej skuteczna i wpływa na obniżenie stresu.

A konkretnie – na przykład zwiększa zmienność rytmu zatokowego (co jest dla nas dobre – jeśli tętno wzrasta a zmienność rytmu zatokowego jest większa, mamy większą samokontrolę, niż osoby z mniejszą zmiennością).

O wydzielających się endorfinach nawet nie wspomnę, bo o nich słyszał już każdy:)

Teraz, latem, jest to niezmiernie łatwe, by przenieść sport na zewnątrz – dlaczego by z tego nie skorzystać?

Ubrudź ręce ziemią

Być może nie jest to recepta dla każdego, bo nie wszyscy mamy dostęp do własnego kawałka ziemi (czy też tarasu). Ale wygląda na to, że „działkowanie” ma dobroczynny wpływ na obniżenie poziomu naszego stresu. Oprócz widoków, zapachów, dźwięków natury, które działają uspokajająco na nasze zmysły, dochodzi też poczucie sprawstwa- jesteśmy odpowiedzialni za rośliny, które sami siejemy, pielimy, podlewamy, nawozimy… a potem z dumą obserwujemy efekty naszej pracy.

Zaskakujące może być to, że samo przebywanie w otoczeniu roślin (nawet „tylko” doniczkowych) lub patrzenie na krajobrazy natury wpływa na podejmowane przez nas decyzje – są one bardziej wspaniałomyślne i pełne zaufania. I tak działa socjalizujący efekt zieleni na ludzi! (Za: Sue Stuart- Smith, „Kwitnący Umysł”).

To może warto chociaż posadzić zioła w doniczce na parapecie?

Pokazałam Ci sposoby na oderwanie się od stresującego, biurowego otoczenia, by wpuścić trochę więcej natury do Twojego życia. Po to, byś czuł(a) się spokojniejszy/a, bardziej zrelaksowany/a, szczęśliwszy/a.

Mam nadzieję, że ten wpis Ci posłuży:)

Zdjęcie: Brady Knoll, Pexels